← Wszystkie artykuły

Ile zdjęć dodać do ogłoszenia samochodu? Konkrety

Ile zdjęć dodać do ogłoszenia samochodu? Konkrety

Badania pokazują, że ogłoszenia z kompletem zdjęć dostają nawet dwa razy więcej kliknięć niż te z trzema fotkami zrobionymi na kolanie. Brzmi jak oczywistość? A jednak co drugie ogłoszenie na Otomoto wciąż ma cztery zdjęcia z lodem na szybie i palcem operatora w rogu kadru.

Skoro tu jesteś, to pewnie zadajesz sobie proste pytanie: ile tych zdjęć właściwie wrzucić? Dziesięć? Dwadzieścia? Pięćdziesiąt? Odpowiedź nie jest jedną liczbą — i zaraz wyjaśnię dlaczego. Ale spokojnie, dam ci też konkrety.

Ile zdjęć to za mało, a ile to już przesada

Zacznijmy od dolnej granicy. Poniżej ośmiu zdjęć kupujący podświadomie czuje, że coś ukrywasz. Trzy fotki auta z jednej strony to sygnał: „albo mu się nie chciało, albo maskuje rysę na drugim boku”. I nie ma znaczenia, czy to prawda. Tak działa głowa człowieka, który przegląda pięćdziesiąt ogłoszeń jednego wieczora.

Górna granica? Na Otomoto możesz wrzucić do kilkudziesięciu zdjęć i platforma tego nie ukróci. Ale realnie po dwudziestym piątym kadrze kupujący przestaje klikać. Innymi słowy — nie chodzi o to, żeby zalać go zdjęciami, tylko żeby pokazać wszystko, co ma znaczenie.

Mój sweet spot z lat na rynku: 15–20 zdjęć na standardowe auto osobowe. Dla auta premium albo świeżo po imporcie — nawet 25, bo tam każdy detal buduje cenę. Dla taniego „biedadiesla” za 12 tysięcy wystarczy 12 dobrych kadrów. Po co owijać w bawełnę — nikt nie ogląda czterdziestu zdjęć Golfa IV.

Co dokładnie sfotografować — lista, która się sprawdza

Liczba to jedno, ale bez odpowiednich kadrów nawet dwadzieścia zdjęć nic nie da. Oto zestaw, który realnie zamyka transakcje:

  • Przód pod kątem 3/4 — to zdjęcie główne, twój billboard. Auto ustawione lekko skosem, nie na wprost.
  • Tył pod kątem 3/4 — dla symetrii i pełnego obrazu bryły.
  • Oba boki na wprost — pokazują linię nadwozia i ewentualne wgniecenia (tak, kupujący i tak je zobaczą na żywo).
  • Cztery narożniki — zderzaki to miejsce, gdzie zbierają się rysy z parkingów. Pokaż je od razu.
  • Wnętrze: deska rozdzielcza, licznik z przebiegiem, fotele przód i tył, bagażnik.
  • Detale: felgi, opony z bieżnikiem, komora silnika, klucze (najlepiej dwa komplety).
  • Ekran multimediów włączony — pokazuje, że elektronika działa.

To około 15–17 zdjęć bez kombinowania. Reszta to bonus: hak, dach panoramiczny, książka serwisowa, faktury. Jeśli chcesz mieć to poukładane przed sesją, przyda ci się darmowa checklista przygotowania auta — działa w przeglądarce, bez rejestracji, i pilnuje, żebyś nie zapomniał o przebiegu albo drugim kluczyku.

Kolejność ma znaczenie większe, niż myślisz

Tu jest niuans, którego większość poradników nie tyka. Kolejność zdjęć decyduje o tym, czy ktoś doklika do końca. Pierwsze trzy kadry to twoja gra — jeśli tam pokażesz brudne, ciemne auto na tle śmietnika, kupujący scrolluje dalej.

Zasada jest prosta: najlepsze na początek, techniczne na koniec. Przód 3/4, potem ładny bok, potem wnętrze. Komora silnika, książka serwisowa i felgi wędrują na sam dół, bo to ogląda tylko ten naprawdę zainteresowany. A on doklika, bo już go złapałeś.

Widziałem w Krakowie komis, który po prostu poprzestawiał kolejność zdjęć w istniejących ogłoszeniach — bez nowych sesji. Telefony ruszyły w tydzień. Czasem to nie brak zdjęć jest problemem, tylko ich ustawienie. Jeśli chcesz zejść głębiej w temat, dlaczego auto stoi mimo dobrego opisu, mamy o tym osobny tekst: dlaczego auto się nie sprzedaje.

Twoje ogłoszenia mogą wyglądać lepiej

Zrób zdjęcie telefonem, a CarShot zamieni je w studyjny kadr z czystym tłem — gotowy pod Otomoto, OLX i social media. Bez fotografa, w pół minuty.

Jakość bije ilość — ale najlepiej mieć jedno i drugie

Możesz wrzucić dwadzieścia zdjęć i dalej nic nie sprzedać, jeśli wszystkie są ciemne, krzywe i z odbiciem twojej postaci w drzwiach. Z drugiej strony osiem naprawdę dobrych kadrów pobije dwadzieścia rozmytych.

Realia polskiego placu są takie: nikt nie wynajmie fotografa do auta za 30 tysięcy. Marża tego nie uniesie. Dlatego większość robi zdjęcia telefonem — i to jest w porządku, o ile potem je dopracujesz. Wyrównanie światła, czyste tło, zamazane tablice. To robi różnicę między „ogłoszeniem z placu” a „ogłoszeniem, które wygląda jak z salonu”.

I tu wchodzi automatyzacja. Zamiast siedzieć w Photoshopie, możesz zrobić dwadzieścia fotek telefonem i przepuścić je przez automatyczny retusz zdjęć samochodów — tło, światło, tablice, wszystko w jednym przejściu. Zdjęcia z telefonu zostają dwudziestoma zdjęciami, tylko nagle wyglądają profesjonalnie. Więcej o samym procesie znajdziesz na stronie jak to działa krok po kroku.

Różne portale, różne apetyty

Jeszcze jedna rzecz, o której się zapomina. Otomoto lubi komplet — tam kupujący porównuje i chce widzieć wszystko. OLX jest mniej wymagający, ale 12–15 zdjęć nadal działa lepiej niż pięć. Facebook Marketplace? Tam pierwsze zdjęcie robi 90% roboty, bo ludzie scrollują błyskawicznie — reszta to uzupełnienie.

Na Instagramie z kolei nie wrzucisz dwudziestu kadrów jak leci. Tam liczą się trzy–cztery najmocniejsze, dobrze wykadrowane pod kwadrat albo pionowy format. Innymi słowy — te same zdjęcia, inny wybór i inne przycięcie pod każdy kanał.

Więc ile ostatecznie?

Jeśli chcesz jedną liczbę do zapamiętania: celuj w 15–20 dobrych zdjęć, ułóż je od najmocniejszego do technicznego i zadbaj, żeby pierwsze trzy były bez zarzutu. Dla drogiego auta dorzuć kilka detali więcej. Dla taniego nie przesadzaj.

Ale zapamiętaj też to: lepiej mieć dwanaście zdjęć czystych, jasnych i z zamazaną tablicą niż dwadzieścia pięć zrobionych na odczep. Bo tak po prostu jest — kupujący nie liczy zdjęć. On ocenia, czy chce ci zaufać. A tego się nie da nadrobić samą ilością.

Zdjęcia aut jak ze studia — prosto z telefonu

CarShot retuszuje zdjęcia samochodów automatycznie: czyste tło, zamazane tablice, formaty pod Otomoto, OLX i social media. Stworzony dla dealerów i komisów.

Poproś o dostęp →

← Wszystkie artykuły