Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego twoje ogłoszenie wisi trzeci tydzień, a sąsiad sprzedał podobne auto w dwa dni? Bardzo często odpowiedź jest banalna. To nie cena. To zdjęcia.
Kupujący najpierw patrzy, dopiero potem czyta. Innymi słowy: jeśli pierwsze zdjęcie nie zatrzyma jego kciuka podczas przewijania, opis najlepszego auta w mieście i tak nikt nie przeczyta. Pokażę ci, jak zrobić dobre zdjęcia auta na sprzedaż zwykłym telefonem — bez sprzętu za tysiące złotych i bez wiedzy fotograficznej.
Po co w ogóle dobre zdjęcia? Wyjaśniam na chłopski rozum
Wyobraź sobie, że idziesz do warzywniaka. Dwa stragany, te same pomidory. Na jednym leżą czyste, ułożone, ładnie oświetlone. Na drugim rzucone byle jak, w cieniu, jeden nadgnity. Po który sięgniesz? No właśnie.
Ze zdjęciami auta jest dokładnie tak samo. Człowiek po drugiej stronie ekranu nie dotknie twojego samochodu, nie usiądzie w środku, nie powącha tapicerki. Ma tylko obrazek na telefonie. I na podstawie tego obrazka decyduje, czy w ogóle chce do ciebie zadzwonić.
Pora dnia, czyli najtańsze narzędzie, jakie masz
Światło to podstawa. Szczerze, to ważniejsze niż aparat w twoim telefonie. Najlepiej fotografować rano albo późnym popołudniem, gdy słońce jest nisko i daje miękkie, ciepłe światło. U mnie sprawdza się tak zwana złota godzina — pierwsza godzina po wschodzie i ostatnia przed zachodem.
Czego unikać? Pełnego słońca w samo południe. Wtedy lakier daje ostre refleksy, na masce pojawia się biała plama, a cienie są twarde jak beton. Z drugiej strony pochmurny dzień wcale nie jest zły — chmury działają jak gigantyczny dyfuzor, czyli rozpraszają światło równomiernie. Zachmurzone niebo nad Wrocławiem potrafi dać lepsze efekty niż bezchmurne nad Krakowem.
Jedna zasada: słońce ma być za tobą, nie za autem. Inaczej zrobisz zdjęcie pod światło i samochód wyjdzie ciemny jak węgiel.
Tło robi połowę roboty
Tło to wszystko, co jest za autem. I tu popełnia się najwięcej błędów. Kontener na śmieci, pranie na balkonie sąsiada, inne auta, koparka na budowie obok — to wszystko odwraca uwagę od tego, co sprzedajesz.
Poszukaj miejsca spokojnego i równego. Pusty parking pod marketem wczesnym rankiem, aleja z drzewami, gładka ściana hali. Chodzi o to, żeby oko kupującego trafiło na auto, a nie błądziło po tle. Więcej takich pułapek rozpisałem w tekście o najczęstszych błędach na zdjęciach samochodów na sprzedaż — warto rzucić okiem, bo wiele z nich robi się odruchowo.
Jeśli idealnego tła po prostu nie masz — bo plac jest ciasny, a komis stoi przy ruchliwej ulicy — można je dziś podmienić cyfrowo. Aplikacje takie jak CarShot, które usuwają tło ze zdjęć samochodów, wycinają auto i wstawiają czyste, studyjne otoczenie. Bez Photoshopa, bez fotografa.
Z jakiej wysokości i pod jakim kątem fotografować
Najczęstszy błąd laika? Robi zdjęcie na stojąco, z góry, patrząc w dół na dach. Auto wygląda wtedy jak zabawka rozjechana na chodniku.
Trzymaj telefon mniej więcej na wysokości reflektorów albo trochę niżej, czyli na poziomie pasa lub bioder. Wtedy samochód nabiera „charakteru" — wygląda solidniej, masywniej, drożej.
Najlepszy kąt na zdjęcie główne to tak zwane trzy czwarte. Co to znaczy? Stań przy przednim narożniku auta, tak żeby na jednym kadrze widać było i przód, i bok jednocześnie. To klasyk z folderów reklamowych, bo pokazuje bryłę samochodu w trzech wymiarach. Takie zdjęcie ustawiasz jako pierwsze w ogłoszeniu.
Jakie ujęcia musisz mieć — lista do odhaczenia
Kupujący chce zobaczyć całe auto, nie tylko fragment. Brak jakiegoś ujęcia od razu rodzi podejrzenie: „co on tam ukrywa?". Zrób minimum to:
- Przód w ujęciu trzy czwarte — twoje zdjęcie okładkowe
- Tył w ujęciu trzy czwarte — z drugiej strony
- Oba boki — prosto, żeby widać było linię nadwozia i felgi
- Wnętrze — deska rozdzielcza, fotele z przodu i z tyłu
- Licznik z przebiegiem — przy zapłonie, żeby cyfry były wyraźne
- Bagażnik — pusty i posprzątany
- Detale — felgi, ekran multimediów, nawigacja, skórzana kierownica
- Silnik — jeśli komora jest czysta, śmiało; jeśli zaolejona, lepiej odpuść
Im droższe auto, tym więcej zdjęć. Do osobówki za 15 tysięcy wystarczy kilkanaście, do importu za 120 tysięcy daj nawet trzydzieści.
Przygotowanie auta, czyli nuda, która zarabia
Po co owijać w bawełnę — brudne auto na zdjęciach wygląda na zaniedbane także pod maską. Tak to działa w głowie kupującego, nawet jeśli silnik jest perfekcyjny.
Umyj samochód dzień wcześniej. Wytrzyj szyby, odkurz wnętrze, wyrzuć papierki z kieszeni w drzwiach, zdejmij zapach choinkowy z lusterka. Schowaj wszystko prywatne: dokumenty, kubek po kawie, dziecięcy fotelik. Auto na zdjęciach ma być „niczyje" — żeby kupujący mógł wyobrazić sobie w nim siebie.
Jeszcze jedno — tablice rejestracyjne. Wielu sprzedających zamazuje je już po fakcie, żeby ktoś nie podszył się pod numer. Dobre narzędzia robią to za ciebie automatycznie.
Po zdjęciach: obróbka, która nie kłamie
Obróbka to nie oszustwo. To wyrównanie światła, przycięcie kadru, czyste tło — żeby auto wyglądało tak, jak wygląda na żywo w ładnym świetle. Granica jest jedna: nie ukrywasz wad. Rysy i wgniotki pokaż osobno i uczciwie, bo i tak wyjdą na oględzinach.
Ręczne poprawianie każdego zdjęcia w darmowym programie zajmuje wieczność. Dlatego dealerzy i komisy sięgają po profesjonalne zdjęcia aut bez fotografa — aplikacja sama wyrównuje światło, czyści tło, zamazuje tablice i przycina format pod Otomoto czy OLX. Robisz fotkę telefonem na placu, kilka sekund i masz studyjny kadr gotowy do ogłoszenia.
Najprostszy przepis na koniec
Złota godzina, czyste tło, telefon na wysokości reflektorów, ujęcie trzy czwarte na okładkę i kilkanaście zdjęć z każdej strony. Tyle. To nie magia, tylko parę nawyków, które po trzech autach wejdą ci w krew.
I pamiętaj jedno: zdjęcie to pierwsza rozmowa z kupującym, zanim w ogóle podniesie słuchawkę. Zrób tak, żeby chciał ją odebrać.



