← Wszystkie artykuły

Promocja autohandlu w internecie: co naprawdę działa

Promocja autohandlu w internecie: co naprawdę działa

Badania pokazują, że kupujący używane auto podejmuje wstępną decyzję w ciągu pierwszych trzech sekund oglądania ogłoszenia. Trzy sekundy. Tyle masz, zanim ktoś przewinie dalej albo zostanie.

I tu zaczyna się problem większości handlarzy. Bo promocja autohandlu w internecie nie zaczyna się od budżetu na reklamę. Zaczyna się od tego, co widać na pierwszym zdjęciu.

Gdzie autohandel realnie traci klientów

Wyobraź sobie plac pod Łodzią. Piętnaście aut, wszystkie zadbane, ceny rynkowe. Właściciel wrzuca ogłoszenia na Otomoto i OLX, czasem coś na Facebooka. I dziwi się, że telefon milczy.

Problem rzadko leży w cenie. Leży w prezentacji. Zdjęcie robione telefonem o 17:00, na tle innych aut, z odbiciem właściciela w drzwiach kierowcy. Tablica rejestracyjna na widoku. Kałuża, w której odbija się szare niebo.

Kupujący tego nie analizuje. On po prostu przewija dalej. Bo obok jest komis z Wrocławia, który to samo auto pokazał na czystym, jasnym kadrze.

Innymi słowy: konkurujesz nie tylko ceną i przebiegiem. Konkurujesz jakością obrazu. A to akurat da się nadgonić szybciej niż cokolwiek innego.

Trzy kanały, które działają dla autohandlu

Po co owijać w bawełnę — nie musisz być wszędzie. Musisz być tam, gdzie są kupujący. Dla większości placów w Polsce to trzy miejsca.

Portale ogłoszeniowe: Otomoto i OLX

To wciąż podstawa. Tu ludzie szukają świadomie, z gotowym budżetem i konkretnym modelem w głowie. Ale konkurencja jest ogromna, więc liczy się każdy detal.

Pierwsze zdjęcie decyduje o klikalności. Reszta zdjęć decyduje o telefonie. Jeśli masz dziesięć ujęć, a każde jest ciemne i krzywe, klient założy, że auto też ma coś do ukrycia.

Dobra galeria pod Otomoto to minimum kilkanaście zdjęć: przód pod kątem, tył, boki, wnętrze, deska rozdzielcza, bagażnik, komora silnika. Jak to poskładać, opisaliśmy w poradniku o robieniu zdjęć samochodu do ogłoszenia.

Facebook i Instagram

Tu jest inna gra. Nikt nie wchodzi na Facebooka, żeby kupić auto. Ale wchodzi, żeby przewijać. I jeśli trafi na ładny kadr twojej Toyoty Corolli, może zapamiętać nazwę komisu.

Social media budują rozpoznawalność. To gra długoterminowa, ale tania. Regularne posty, spójny styl, firmowe tło albo ramka na zdjęciach — i po kilku miesiącach twój plac zaczyna być kojarzony w okolicy.

Co wybrać, Instagram czy Facebooka? To zależy od tego, kto kupuje u ciebie najwięcej — rozłożyliśmy to na czynniki w tekście o sprzedaży aut przez Instagram i Facebooka.

Własna strona i Google

Strona internetowa to twój adres, którego nikt ci nie zabierze. Portale zmieniają zasady, podnoszą ceny, kasują konta. Strona zostaje. Do tego wizytówka Google z lokalizacją — bo połowa kupujących szuka „komis samochodowy" plus nazwa miasta.

Zdjęcia to fundament całej promocji

Zauważ jedno. Każdy z tych trzech kanałów opiera się na tym samym: na zdjęciach. Nie na tekstach, nie na hasłach reklamowych. Na obrazie auta.

I tu jest dobra wiadomość. Nie potrzebujesz fotografa za 300 zł od sesji ani studia. Potrzebujesz zdjęć, które wyglądają profesjonalnie — a to dziś kwestia telefonu i odpowiedniego narzędzia.

Właśnie do tego powstał CarShot. Robisz zdjęcie auta telefonem na placu, a aplikacja czyści tło, poprawia lakier, wygładza refleksy i zamazuje tablice. Efekt wygląda jak z sesji studyjnej, tylko bez sesji. Więcej o samym procesie znajdziesz na stronie o profesjonalnych zdjęciach aut bez fotografa.

Co więcej, gotowe zdjęcia od razu eksportujesz w formatach pod Otomoto, OLX, Facebooka i Instagrama. Jeden zestaw ujęć, wszystkie kanały obsłużone. To realna oszczędność czasu, gdy masz kilkanaście aut miesięcznie do wystawienia.

Twoje ogłoszenia mogą wyglądać lepiej

Zrób zdjęcie telefonem, a CarShot zamieni je w studyjny kadr z czystym tłem — gotowy pod Otomoto, OLX i social media. Bez fotografa, w pół minuty.

Zamazane tablice — drobiazg, o którym się zapomina

Tablica rejestracyjna na zdjęciu to nie tylko kwestia estetyki. To dane, które lepiej ukryć — zanim ktoś skopiuje twoje ogłoszenie razem z autem i wystawi jako własne. A to się zdarza częściej, niż myślisz.

Jeśli nie korzystasz z pełnej aplikacji, możesz zamazać tablice szybko darmowym narzędziem online do rozmywania tablic. Działa w przeglądarce, bez rejestracji. Wrzucasz zdjęcie, rozmywasz, pobierasz.

Ile to wszystko kosztuje

Tu handlarze robią najczęstszy błąd myślowy. Liczą tylko wydatki na reklamę i pomijają czas. A czas to też pieniądz.

Weźmy przykład z Gdańska. Komis wystawia 20 aut miesięcznie. Fotograf bierze 250 zł za sesję jednego auta. To 5000 zł miesięcznie. Za samo fotografowanie. Bez retuszu.

Z drugiej strony masz aplikację za ułamek tej kwoty i zdjęcia gotowe w kilka minut. Różnicę można policzyć konkretnie — jest do tego darmowy kalkulator oszczędności, gdzie wpisujesz liczbę aut i porównujesz koszt fotografa z kosztem aplikacji.

Od czego zacząć jutro rano

Bez przekombinowania. Trzy kroki, które dają efekt od razu.

  1. Popraw pierwsze zdjęcie w każdym ogłoszeniu. Nie musisz robić wszystkiego naraz. Zacznij od aut, które stoją najdłużej.
  2. Ujednolić styl. To samo tło, ten sam kadr, ta sama jasność. Twój plac zacznie wyglądać jak marka, nie jak przypadkowy zbiór aut.
  3. Bądź obecny w trzech kanałach. Portal do sprzedaży, social media do rozpoznawalności, wizytówka Google do lokalnych klientów.

Promocja autohandlu w internecie nie jest magią. To konsekwencja i porządne zdjęcia. Reszta — teksty, ceny, negocjacje — przychodzi dopiero po tym, jak ktoś zatrzyma się na twoim ogłoszeniu.

A zatrzyma się tylko wtedy, gdy będzie na co patrzeć. Więcej praktycznych pomysłów znajdziesz w artykule o marketingu komisu samochodowego — od czego naprawdę zacząć.

Zdjęcia aut jak ze studia — prosto z telefonu

CarShot retuszuje zdjęcia samochodów automatycznie: czyste tło, zamazane tablice, formaty pod Otomoto, OLX i social media. Stworzony dla dealerów i komisów.

Poproś o dostęp →

← Wszystkie artykuły